- Spotkasz co prawda Lou Colinsa z naszej ambasady - powiedział - ale on będzie nas trzymał z dala od grona wtajemniczonych. Potrzebny nam ktoś do śledzenia tego Quinna. Musimy zidentyfikować porywaczy i wcale byro się nie zmartwił, gdybyśmy wyprzedzili Angoli. A zwłaszcza FBI. Okay, Brytyjczycy to kumple, wolałbym jednak, żeby wygrali nasi z CIA. Jeśli porywaczami są cudzoziemcy, mamy przewagę; mamy lepsze kartoteki niż Biuro, może nawet lepsze od Angoli. Jak tylko Quinn coś zwęszy, trafi na ich ślad i przypadkiem puści farbę, natychmiast nam to przekażesz. Młodszy agent do spraw operacyjnych McCrea zdrowo się spietrał. GS12 z dziesięcioletnim stażem w CIA, zwerbowany za granicą - ojciec biznesmen w Ameryce Środkowej - był już na dwóch zagranicznych placówkach, nigdy jednak w Londynie. Ogromna to odpowiedzialność, aczkolwiek stosowna do okoliczności. .
Drapieżnym czarnym okiem - dałabym mu bez namysłu, choćby i na kamieniu. - A ja - zachichotała Marti - nawet na jeżu. Wiedźmin, wpatrzony w obrus, zasłonił głupią minę krewetką i liściem sałaty, niesłychanie rad z faktu, że mutacja naczyń krwionośnych uniemożliwia mu rumienienie się. - Wiedźmin Geralt?. On jednak nie był do tego skłonny; mówił, że może tak jest lepiej i że będzie współpracował z nowym szefem i pomagał mu w miarę swoich możliwości. Taka postawa mogła być trudna, ale pracował dla firmy tak długo, że nie byłby szczęśliwy gdzie indziej, a ponadto sądził, że na swoim dawnym stanowisku może być nadal użyteczny.. - Ej! Nie dałaby ja mu krzywdy uczynić nikomu.. Z Pengiem 18 lipca 1967 roku:. - Lubisz to zajęcie, prawda?. - Nie próbuj krzyknąć! - wyszeptał. - To tylko ćwiczenia, rozumiesz? Sprawdzamy zabezpieczenia. Wie o tym połowa garnizonu, a druga nie ma o niczym pojęcia. Zabiorę cię teraz na drugą stronę drogi, zwiążę i zaknebluję, ale nie za mocno. Po prostu wyłączyłem cię z ćwiczeń. Okay? Wartownik był zbyt zszokowany, żeby cokolwiek powiedzieć. Mrugał tylko co jakiś czas wielkimi, przestraszonymi oczami. Michael nie mógł mu zaufać, a ściślej mówiąc, nie mógł zakładać, że ten nie wpadnie w panikę. Sięgnął po czapkę żołnierza, wstał i. - Jak często ty sam odzywałeś się po upływie określonego czasu? Ile razy czekałeś, aż ten, kto się spodziewał twojego telefonu zdenerwuje się, straci czujność?.